Uncategorized

Wege muzyka. Czy gra na instrumencie jest wege?

Wiem, że weganizm uchodzi często za zdrową dietę. I tyle. Chodzi tu jednak o coś więcej – zrezygnowanie z korzystania produktów pochodzenia zwierzęcego, a więc nie tylko o pożegnanie się z kotletami i jajkami, ale także o brak futer i wełnianych swetrów w szafie, skórzanych butów na jesiennych spacerach, o niekupowanie biletów do cyrku czy unikanie kosmetyków testowanych na zwierzętach. Życie w stylu wege to nie tylko przekonania, ale także i moda. Być może zburzę teraz kilka światopoglądów, ale…

Przykro mi to stwierdzić: gra na wielu instrumentach nie jest wege

 

Kiedyś było gorzej

Dawniej instrumenty perkusyjne, wszelkiego rodzaju i rozmiaru bębny, powstawały dzięki naciągniętej zwierzęcej skórze na rezonator. Dzisiaj istnieją już syntetyczne materiały zastępujące ten naturalny surowiec i są one powszechnie używane przez producentów.

Klawiatury pianin i fortepianów mogą stać się problemem, w przypadku niefortunnej sprzedaży czy przewożeniu instrumentu za granicę. Na terenie Unii Europejskiej obowiązuje bowiem zakaz handlu kością słoniową i wyrobami z niej powstałymi po 1947 roku, a właśnie z ten surowiec może pojawić się na zabytkowym instrumencie. Samo posiadanie fortepianu czy pianina z taką klawiaturą nie jest karalne, ale na pewno nie jest wege.

Barokowe instrumenty smyczkowe mogą obrzydzić, dlatego przygotuj się psychicznie na tę informację: struny do nich wykonywano z baranich jelit. Na szczęście dzisiaj spotyka się je wyjątkowo rzadko, więc nie musimy patrzeć podejrzanie na opakowania strun w sklepach muzycznych – czy aby na pewno nie tkwi tam kawałek baranka, hasającego jeszcze niedawno po łące. Produkcja strun przerzuciła się całkowicie na stal, nylon i inne tworzywa sztuczne.

 

Dzisiejsze instrumenty

Trochę gorzej sprawy mają się ze smyczkami. Zbudowane są one najczęściej z drewnianego prętu i pęku końskiego włosia, które smarujemy kalafonią, aby nadać mu dobrej przyczepności do strun. Istnieją różne rodzaje włosia, które wykorzystują lutnicy, m.in.: mongolskie, syberyjskie, polskie i mieszane. Wbrew powszechnie panującemu wyobrażeniu o ucinaniu tych włosów prosto od parskających radośnie koników w zagrodzie, prawda wygląda nieco inaczej: jest to produkt pobierany przy przetwarzaniu martwego zwierzęcia na mięso lub… klej. Co prawda stworzono także alternatywę w postaci włosia syntetycznego, jednak odbiega ono znacznie jakością i trwałością od tego naturalnego. Dostępne w USA smyczki Incredibow są tego przykładem. W ich budowie wykorzystuje się w głównej mierze włókno węglowe i włosie z włókien polimerowych. Nie znam jednak żadnego muzyka wśród moich znajomych, który korzysta z tego typu wynalazku. Czy coś jednak stoi w obronie naturalnego końskiego włosia? Moim zdaniem – wspomniana trwałość i możliwość pełnej biodegradacji, w przeciwieństwie do materiałów syntetycznych, źle wpływających na środowisko.

Do budowania instrumentów lutnicy używają kleju powstałego z tkanki łącznej, kości i skór zwierząt, które trafiły do rzeźni. Dziwnie mi o tym pisać, ponieważ sama przedtem o tym nie wiedziałam – pisanie bloga kształci. Klej kopytowy i skórny jest najczęściej spotykany w pracowniach lutniczych. Ma on wszystkie niezbędne właściwości do utrzymania i ochrony instrumentu. Można go również rozkleić w celu zajrzenia do wnętrza i umożliwienia naprawy skrzypiec czy wiolonczeli, ponieważ jest podatny na wilgoć i temperaturę. Niestety alternatyw brak. Ani kropelka, ani super ekstra klej do mebli nie są w stanie zastąpić odzwierzęcych substancji.

Na domiar złego, mała jasna kropka ozdabiająca uchwyt smyczka (tzw. żabkę) może być stworzona z masy perłowej, co konserwatywnym weganom też może się nie spodobać. Nie spełnia ona żadnej ważnej funkcji, jest tylko ozdobą. Można ją spokojnie zastąpić innym tworzywem, więc sytuacja jest do opanowania.

 

Czy jesteś skory do kompromisów?

Ja nie przykładam do tego wszystkiego aż tak wielkiej wagi, nie przeszkadza mi końskie włosie ani klej, którego i tak jest niewiele. Ale czy ktoś – z pobudek wegańskich, etycznych, religijnych – nie widząc szans na kompromis, porzuciłby grę na instrumencie ze względu na którykolwiek z powyższych argumentów? Może ktoś z Was zmaga się z takim moralnym dylematem? Jestem ciekawa Waszych opinii!