Uncategorized

Praca dla muzyka – czyli etat pod lupą

„Praca dla muzyka” to fraza, która bardzo mnie rozbawia. Najczęściej jest to śmiech przez łzy, kiedy czytam nieudolnie napisane ogłoszenie o niepowtarzalnej ofercie zagrania wieczorku do kotleta w nowo otwartej knajpie. I jest to jedyna oferta „pracy”. Gdzieś chyba popełniamy błąd, świecie! Czy muzykę da się w ogóle wcisnąć w etat? Moda na bycie freelancerem opanowała nasze czasy. U nas też się sprawdza – albo będąc najlepszym solistą na kontynencie, albo mając kilka działających zespołów, wyjazdy w trasy, tu doangaż w jakiejś orkiestrze, tam audycje dla młodzieży, w sobotę jakiś ślub do zagrania wpadnie, można żyć. Często niepewnie i skromnie, ale można. Dla mnie ten rozdział zamknął się wraz z ukończeniem studiów. Czasami trochę tęsknię za tą różnorodnością i przygodami gdzieś w drodze…! Ale wcale niemniej cenię sobie wypłatę co miesiąc i opłacone ubezpieczenie zdrowotne. Dziwnie, bo przecież skrzypce to hobby i pasja, co nie? Nazywać to pracą i zawodem? SZOK.

Scenka rodzajowa: skrzypczyni i nieznajomy

Cześć – cześć. Gadka szmatka, kilka kurtuazji i wreszcie w moją stronę leci wyczekiwane pytanie:
„a czym się zajmujesz”
? Nie wstydzę się swojego fachu, więc zawsze odpowiadam to samo, zgodnie z prawdą – czyli, że gram na skrzypcach. W odpowiedzi otrzymuję szeroki uśmiech i aprobatę w stylu „och, skrzypce to piękny instrument” lub szybkie nawiązanie do wujka kuzyna stryjka, że on też umiał grać i nawet gdzieś jeszcze na strychu w Gnieźnie leżą te jego skrzypce. Niby można przejść dalej, do pogody lub… pogody ducha, ale nie! Jakbym była głupia, ponownie słyszę – „no ale czym się zajmujesz na co dzień”?

Mówisz, że masz plan…

Od początku nauki w szkole muzycznej, z każdym jej etapem coraz bardziej oczywiste i naturalne stawało się założenie, że to właśnie ze skrzypcami zwiążę swoją przyszłość. Rok temu znalazłam się w punkcie, w którym miałam za sobą 17 lat ćwiczeń, mnóstwo koncertów, trochę nagród, kilka rozwalonych zespołów i świeżo odebrany tytuł magistra sztuki muzycznej. A przed sobą…? No cóż. Rynek pracy w kulturze woła o pomstę do nieba, potrzebuje zmian i nowych miejsc dla artystów. Z racji braku wydanej płyty nadającej się do walki o statuetkę Fryderyka oraz ochoty na pozostanie w uczelnianym grajdołku i doktoryzowanie się, pomyślałam, że zacznę uczyć małe dzieci grać na skrzypeczkach i to, co umiem, przekażę światu dalej. Mam przygotowanie pedagogiczne, trochę cierpliwości i zapału, potrenowałam już całkiem sporo na prywatnych uczniach, dałabym radę. Podobał mi się ten plan, miałabym wolne ferie, wakacje, no i kwiaty 14 października! A ja przecież kocham kwiaty, więc super.

Kartka z kalendarza: wrzesień 2016

Jak pewnie łatwo się domyślić, plan nie został zrealizowany, a śmiechom nie było końca. Jest takie magiczne miejsce w sieci, gdzie publikowane są wszystkie przesłuchania do orkiestr w naszym kraju. Tutaj możecie sami sprawdzić, jak często pojawia się jedno miejsce dla instrumentalisty :) Przeglądając ten gąszcz propozycji, trafiłam na ogłoszenie Opery Wrocławskiej. Pomyślałam, że w końcu dobrze będzie zobaczyć, jak takie przesłuchania w ogóle wyglądają, więc przygotowałam się i pojechałam, bo z Katowic całkiem niedaleko. Na moje szczęście, szukali właśnie mnie! :D Nieskromnie, oj. Ostatecznie od zeszłego sezonu artystycznego, czyli w październiku 2016, zostałam etatowym muzykiem. Tak, mam umowę o pracę i chodzę codziennie wykonywać swoje obowiązki – szok, niedowierzanie!

Muzyczny rozkład jazdy

Mój tydzień pracy obejmuje dni od wtorku do soboty. Codzienny układ wygląda podobnie:

  • próba 10:00 – 14:00
  • próba 18:00 – 22:00 lub wieczorny spektakl

 

Tak, chodzę dwa razy dziennie do pracy. Ciągle uczę się tak organizować swoje sprawy, aby jak najwięcej rzeczy ogarnąć w czasie pomiędzy próbami, jednak bardzo często swoje starania kończę na zjedzeniu obiadu i krótkiej drzemce. Bo kiedyś trzeba się zregenerować i nabrać sił na kolejne godziny machania smyczkiem i liczenia taktów w skupieniu. W razie ochoty wciskam tam jeszcze pranie, sprzątanie, prasowanie lub inne przyjemności. Tak mi mija czas od wtorku do soboty… a potem przychodzi niedziela. Co robię w niedzielę? Dla odmiany – przyodziewam czarny ciuch i idę grać kolejny spektakl.

Kiedy Pan Bóg tworzył świat, zajęło mu to sześć dni.
Siódmego – odpoczywał, a orkiestra mu przygrywała.

Heheszki? Sama prawda. :)

Cotygodniowa fala hejtu wylewa się na Internety, gdy weekend zmierza ku końcowi, a nadchodzi powszechnie znienawidzony poniedziałek. A ja… kocham poniedziałki. Bo to jest czas tylko dla mnie. Nie dlatego, że nie lubię swojej pracy! Po prostu jest to mój prywatny, jednodniowy weekend. Co robić z tym czasem!? Śmieję się, że czas wolny to dla mnie wyjście ze strefy komfortu, przejście w totalnie nowy wymiar. Po takim tygodniowym maratonie, że nie wiem, jak się nazywam, nagle NIC?! Żeby nie zwariować i nie dać organizmowi zbyt dużo luzu, powstała przecież ta strona! No i fanpejdż! O Instagramie nie wspomnę. ;) Zaczęłam też chodzić na poniedziałkowe lekcje salsy! I chyba za to kocham poniedziałki najbardziej.

Nie w każdej muzycznej instytucji rozkład tygodnia wygląda tak samo. Wrocław jednak tętni życiem i zapotrzebowanie na wydarzenia kulturalne jest naprawdę spore. Żyję intensywnie, ale póki co – odnajduję się w tym i cieszę się muzyką. Na etacie. W wolne poniedziałki ;)

 

 

 

  • Justyna

    Warto rozwijać swoje pasje

  • To mam sprzymierzeńca, ja też kocham poniedziałki. Każdemu się wydaje, że praca muzyka fajna, a ona wymaga wiele wyrzeczeń.

    • Praca muzyka jest bardzo fajna mimo tych wyrzeczeń ;-) Ale nie wszyscy wiedzą, że to nie jest tylko hobby po godzinach, stąd ten wpis.

  • Bardzo przyjemnie czytało mi się Twój wpis :) Będę zaglądać częściej, na pewno! Cieszę się, że to właśnie Ciebie szukali i znaleźli! Do Wrocka też nie mam daleko ;)

    • Bardzo mi miło, dziękuję! :) Jeśli chcesz być na bieżąco, polecam uwadze FB :)

  • Kurczę praca jak każda inna. Ja nie widzę w tym nic dziwnego. Ty zarabiasz grając na skrzypcach, ja sprzedając place zabaw.

    • Wiem, że nie wszystkich to dziwi. Ale dziwi mnie, że niektórych to dziwi, że tak to wygląda :D Place zabaw – CZAD!!!

  • W Polsce artyści nie są doceniani. Finansowo szału nie ma. Kiedyś myślałam o szkole muzycznej. Gram na fortepianie. Ale szczerze mówiac kwestia ekonomiczna wygrała.

  • Nigdy nie zastanawiałam się nad tym jak może wyglądać etat muzyka :) no to teraz już wiem :) to niełatwy kawałek chleba!

  • Super, że udało Ci się znależć pracę na etat tak jak chciałaś. I, że pracujesz w zawodzie! Chcieć to móc, a Ty jesteś na to dowodem. Powodzenia Ci życzę! :)

    • Tak szczerze, między nami, to ja nie wiedziałam, czego chcę. Po prostu wykorzystuję szanse, które los podstawia mi na drodze :)

  • Dominika Rygiel

    Ambitne podejście do pracy, bo nawet artysta może mieć etat, i to etat satysfakcjonujący, w którym będzie się rozwijał i czuł się dobrze. Brawo, oby tak dalej!

    • Cieszę się, że mój wpis jest odbierany pozytywnie – że nie narzekam zbytnio na intensywność pracy :D

  • Grunt to poszukiwać i nigdy się nie poddawać. ;)

  • Bo mamy takie romantyczne podejście do muzyki, prawda? Czasem rozmawiam z pianistką, która uczy mojego najstarszego syna – to, ile Ona pracuje jest dla mnie zawsze szokiem. Nie wspominając o tym, że jest najlepszym pedagogiem (nie mam pojęcia, czy ma jakiekolwiek przygotowanie w tym kierunku), z jakim miałam do czynienia :)

    • Oczywiście, tego romantyzmu i zawoalowanego piękna skrywanego gdzieś na końcu opuszków palców, nie możemy zatracić. Ale czas pokazać światu, jak się pracuje na te dźwięki :) Sama byłam zdziwiona, że tak to wygląda w praktyce.

  • Malwina Ropel

    Muzyka to coś więcej, podziwiam za wrażliwość, poczucie piękna, lubię i zazdroszczę pasji w pracy, choć swoją pracę lubię 😊 Pozdrawiam

  • Petite Polonaise

    Wow, brawo za motywację i dobre zorganizowanie! :) PS Uwielbiam Twoje zdjęcia na Instagramie ;)

  • Czyli finalnie opłaciło się. Cały ten czas włożony w pasję, choć „niszowa”, chyba tak ją można nazwać :). Napewno piękna i elegancka. Kolejny sukces, który widzę, o którym czytam, oparty na długiej, ciężkiej pracy. Ale cóż to dla osoby, która kocha to co robi :).
    Ps. Uwielbiam ten styl pisania :)

    • Właśnie, niszowa. A uwierz, że mimo to i tak jest przesyt muzyków – absolwentów akademii muzycznych, w porównaniu do ilości miejsc pracy.
      Zapraszam częściej w takim razie! 😁

  • Aleksandra Załęska

    Ciężka praca ci się opłaciła, bo robisz to, co kochasz. Kochasz grać na skrzypcach i realizujesz się w tym co robi :) Wielki szacun :)

  • Ależ podziwiam Cię za wytrwałość i dobrą organizację! Zawsze podziwiałam muzyków za ich talent i pasję, ale nie zdawałam sobie sprawy ile czasu zajmuje przygotowanie się do takiego występu :) Bardzo podziwiam i szanuję Twoją pracę :)

  • Klaudia Kałążna

    Ale ciekawy artykuł! Też mnie zastanawiało, jak to jest z tymi etatami dla muzyków. Chodzę często do do filharmonii i patrzę na wspaniałych muzyków… Zdarza mi się, że widzę tych samych ludzi, jak grają jeszcze gdzieś (np. na eventach w parku). Widać jak bardzo to kochają, bo robią to z przyjemnością! Mam bardzo wielki szacunek do ludzi, którzy podążają za swoją pasją i choćby nie wiem co, będą ją realizować i – jeżeli będą wytrwali – by może z niej żyć. Gratuluję pracy i życzę wszystkiego dobrego!

    • 🏆 puchar za odwiedziny w filharmonii leci do Ciebie :D Melomanów goszczę tutaj bardzo chętnie i otwarcie!

  • Podziwiam za talent i wytrwałość do pokonywania tych wszystkich „schodów” i „schodków”. Ja chodziłam do szkoły muzycznej do klasy fortepianu – z przymusu, ku uciesze rodziców, i nic z tego nie wyszło :) Ale nuty chyba będę umiała rozpoznawać już zawsze :)

    • Ale jesteś zadowolona z tego czasu, czy bardzo czułaś presję rodziców i jednak nie wspominasz dobrze szkoły muzycznej?

      • Czułam presję, na dodatek nauczycielka biła mnie po rękach kiedy tylko miałam ciut dłuższe paznokcie :( więc nie wspominam tego zbyt dobrze, i cieszę się, że nie muszę już grać ;)

  • Gratuluje wytrwałości i ciężkiej pracy :) wiem co mowię bo skończyłam drugi stopień muzycznej :) fortepian :) nie siedzę juz w muzyce bo branże mam zupełnie inna ale wiem ile to wymaga samozaparcia i ciężkiej pracy :)

  • Wielkie gratulacje! Ciężka praca i cierpliwość jak widać popłaca :))

  • August Ciechociński

    Piękna i utalentowana. Może wykorzystasz swoje umiejętności w nagraniu jakiejś płyty

  • I taka praca czeka moją córkę, ale później jaka satysfakcja. :)

  • Świetny temat wpisu, ale też całego bloga. To dla mnie zupełnie inny świat, cieszę się że spełniasz się zawodowo i to jeszcze w pięknym Wrocławiu! <3

  • Ewelina Miszczuk

    Wow! Super piszesz, pewnie grasz jeszcze lepiej :) Świetnie napisane, powodzenia!

  • Bebe Talent

    Fantastyczna historia. Czytając ją miałam właśnie nadzieję na happy end. Doskonale wiem, ile lat ciężkiej pracy i wyrzeczeń oznacza angaż w orkiestrze. Podziwiam i z całej siły ściskam kciuki!

  • Najważniejsze, że czujesz się spełniona i robisz to co lubisz :) To Twoja ciężka praca, na która nie każdego stać.

  • Sonia Dynarska

    Późne godziny pracy – ja osobiście nie lubię, ale cudownie jest obserwować ludzi, którzy czerpią z tego co robią taką radość jak Ty! :)

  • Pingback: Zostałam skrzypaczką. Co straciłam bezpowrotnie? - Skrzypczyni()