Norn
Rozmowy

Sebastian Zawadzki – „Norn” [WYWIAD + KONKURS]

Lato w pełni, wakacyjny szał wokół, od chodników bucha odbijający się żar, a w moje ręce wpadła wyciszająca, kojąca nerwy płyta „Norn”. Oczarowały mnie już pierwsze dźwięki. Zdradzę też, że tę płytę będzie można zdobyć!

Moim gościem jest jej autor, Sebastian Zawadzki – obiecujący artysta młodego pokolenia, którego receptą na sukces jest mieszanie i wzajemne przenikanie różnych gatunków muzycznych. Klasyczny warsztat uzupełnia jazz i elektronika. Sebastian nie boi się eksperymentować, jest świetnym improwizatorem. Zatem – o blaskach i cieniach życia muzyka – Sebastian Zawadzki!

Sebastian Zawadzki
Sebastian Zawadzki / fot. Alicja Trojnar

– Czy pamiętasz swój pierwszy skomponowany utwór?

Moimi pierwszymi kompozycjami były utwory na fortepian, które pisałem już jako 9 letni chłopiec. Były to proste utwory, ale od zawsze czułem, że pisanie muzyki interesuje mnie dużo bardziej niż wykonywanie skomponowanych kompozycji przez innych kompozytorów. Improwizacja i jazz przyszły później, gdy miałem 15 lat – ale od zawsze czułem, że improwizacja powinna być integralną częścią mojej twórczości.


– W jednym z wywiadów wspominasz, że mocno zainspirowała Cię twórczość śląskich kompozytorów: Henryka Mikołaja Góreckiego i Wojciecha Kilara. Za co cenisz tych artystów?

Góreckiego cenię za to, że postawił na prostotę i nie bał się wyrwać z dominującego nurtu, jakim była awangarda. Nie bał się pisać prostych harmonii, które wpadały w ucho. Jeżeli chodzi o Kilara – był on bodajże kompozytorem z największym dorobkiem, jeżeli chodzi o polską muzykę filmową. W jego czasach tworzenie muzyki filmowej uchodziło za pójście na łatwiznę. Ale on tworzył muzykę do filmów w bardzo kreatywny sposób, nie powielał swoich pomysłów. Chciałbym, by w dzisiejszych czasach również było tyle miejsca dla oryginalnych pomysłów w filmie.


– Zdarza Ci się pisać „do szuflady”? Jak wiele projektów i pomysłów nabiera mocy gdzieś w czeluściach Twojego dysku na komputerze? Bo czasy szuflad – w dokładnym tego słowa znaczeniu – chyba już minęły…

Zdarza mi się „tworzyć” do szuflady. Ale szufladą najczęściej są po prostu foldery z nagraniami w komputerze, które czekają na wydanie. Mam kilka nagranych projektów, które chcę wydać, ale staram się wydawać i udostępniać muzykę w regularnych odstępach czasowych, nie wszystko naraz, ponieważ i tak trudno jest trafić do ludzi z twórczością.

 

Sebastian Zawadzki
Sebastian Zawadzki / fot. Alicja Trojnar

 


– Co w dzisiejszym świecie jest potrzebne młodemu pianiście i kompozytorowi, aby jego twórczość była prezentowana na scenie i przede wszystkim znalazła odbiorców?

– Jako twórca, moim punktem odniesienia zawsze jest fortepian. Występuję z moją muzyką jako pianista, czasem z solowymi recitalami, czasem w większych składach. Czasem wykonuję muzykę z jazzowymi muzykami, czasem zapraszam do współpracy klasyczny kwartet smyczkowy. Na tym etapie staram się nawiązać współpracę z różnymi ośrodkami kultury, które mogłyby być zainteresowane moją twórczością i grać jak najwięcej koncertów, co nie zawsze jest łatwe. Spotykam się często z odmową, negocjacje są trudne, ale tak właśnie wygląda życie muzyka. Najważniejsza jest wytrwałość i wiara w to, co robię. Promocja muzyki to inne zagadnienie – artysta musi umieć trafić do różnych mediów i budować sobie publiczność, która później kupi płytę i przyjdzie na koncert. Jest to długotrwały proces.


– Pomówmy o Twojej nowej płycie „Norn”. Królują tutaj ambientowe brzmienia, w których można się całkowicie zatopić – to bardzo relaksujące uczucie! Co jest dla Ciebie najbardziej urzekające w skandynawskiej kulturze, klimacie, historii? O czym opowiadasz tą płytą?

– Ta płyta jest trochę inna niż wszystko to, co wydawałem do tej pory. Jest to muzyka ściśle zapisana, nie zawiera improwizacji. Od dawna chodził mi po głowie taki projekt, który na szczęście udało mi się zrealizować. Nie jest to też do końca muzyka klasyczna, ponieważ mamy na niej elementy ambientowej elektroniki. Właściwie to trudno jest mi tę płytę zamknąć w jakichś ramach – jest to muzyka eklektyczna, łącząca wiele stylów. Główną inspiracją na tej płycie był wymarły język Norn, którym posługiwali się mieszkańcy wysp Szetlandów i Orkadów.


Posłuchaj fragmentu płyty „Norn”:

– Już pierwszy utwór na płycie doskonale oddaje klimat całego albumu. Zawiera w sobie zarówno nutę melancholii, jak i głębsze, nieco romantyczne nasycenie prezentowane przez kwartet smyczkowy. Wspaniali muzycy. Długo szukałeś odpowiedniego zespołu do współpracy?

Ten album nagrałem z budapesztańskim kwartetem smyczkowym, z którym pracowałem kilka razy wcześniej. Znałem więc już ich możliwości. Muzycy wykonali świetną pracę i oddali to, co miałem w sercu. Melancholia jest to dobre słowo na oddanie emocji, jakie chciałem zawrzeć w tej muzyce. Obecnie pracuję również z polskim kwartetem smyczkowym, NeoQuartet, który nagrał ze mną kolejny album, który ukaże się późną jesienią.


– Eksperymentujesz z elektroniką, która uzupełnia brzmienie tradycyjnych instrumentów. W swoich nagraniach wykorzystujesz m.in. syntezator modularny. Co potrafi taki instrument?

– Jest to instrument, który dodaje dodatkową warstwę do całości albumu. Lubię się posługiwać elektronicznymi instrumentami w niektórych moich projektach, ponieważ dodają szczyptę nowoczesności do klasycznego brzmienia akustycznych instrumentów. Nie chcę brzmieć jak kompozytorzy z poprzednich epok – oni już napisali tyle wspaniałej muzyki na akustyczne składy. Syntezator modularny jest w stanie stworzyć zupełnie nowe, nieprzewidywalne dźwięki, które starannie dobieram w procesie twórczym.

Z drugiej strony w moim kolejnym projekcie „Piano Works Vol.2”, który ukazał się 2 sierpnia, wróciłem do solowych nagrań na fortepianie oraz improwizacji. Są to kompozycje improwizowane z elementami preparacji, w których inspiruję się m.in. polską muzyką. Serdecznie zapraszam do śledzenia moich stron w internecie, gdzie można na bieżąco znaleźć moje najnowsze projekty.


– Tradycyjnie mam dla Ciebie jeszcze kilka szybkich strzałów na sam koniec:

– Możdżer czy Chopin?
– Bardzo lubię obydwu panów. A szczególnie ich lubię we wspólnych projektach, tak jak w „Możdżer – Chopin Impresje”.

– Wielkie miasto czy mała wioska?
– Wielkie miasto.

– Szachy czy Formuła 1?
– Zdecydowanie szachy. Najlepiej, gdy nie na czas.

– Horror czy komedia?
– Dokument lub dramat.

– Pociąg czy samolot?
– Zawsze preferuję rower, gdy tylko można.

– D-dur czy d-moll?
– d-moll.

 

Sebastianowi serdecznie dziękuję za poświęcony czas i wspaniałą rozmowę! A dla wytrwałych czytelników – zgodnie z obietnicą…

KONKURS!!!

Do wygrania płyta Sebastiana Zawadzkiego – „Norn”!
Wystarczy odwiedzić fanpage Skrzypczyni i odpowiedzieć na pytanie konkursowe :)

Regulamin:
1. Konkurs trwa od 6 sierpnia do 12 sierpnia 2018 włącznie.
2. Wyniki zostaną ogłoszone 13 sierpnia 2018.
3. Zwycięzca zostanie poinformowany w wiadomości prywatnej i poproszony o podanie adresu do wysyłki nagrody (tylko na terenie Polski).
4. Zwycięża najbardziej kreatywna odpowiedź, którą wybiorę osobiście.
5. W razie jakichkolwiek pytań, proszę o kontakt mailowy: kontakt@skrzypczyni.pl