Rozmowy

„Muzyka ratuje wszechświat przed rozpadem” – rozmowa z Derry Atari

Pod pseudonimem Derry Atari kryje się wygadany i elokwentny człowiek kultury. Blogerka. Kobieta wybredna. 

Gdyby pracowała w cyrku, z pewnością byłaby żonglerką, bowiem mało kto z tak mistrzowską swadą żongluje zagadnieniami kina, literatury i muzyki o każdej porze dnia i nocy, w dodatku zupełnie nie narzekając na pogodę. Ze mną porozmawia, rzecz jasna, o muzyce i muzykach.

Jakie sztuczki zna Derry vel. Pożałowana Wanda?

 

· · · Kuglarstwo · · ·

 

– Niewiele mówisz o tym, czym zajmujesz się na co dzień. Wiem, że jesteś związana z organizacją koncertów. Zakładam, że zespoły, z którymi współpracujesz grają na dobrym poziomie. Jak więc równie dobrze zorganizować koncert? Jak to wygląda od kuchni?

– Ostatnio zerwałam z moim zespołem. Niańczenie muzyków jest trudne. Żeby zorganizować koncert, musisz mieć zespół z dobrym sprzętem muzycznym, miejsce z dobrą akustyką i publikę. Czyli musisz umieć w social media. Bez tego nie ma sensu zaczynać.


– Jesteśmy trudni. Dlaczego?

– Muzycy są egocentryczni. Nie wszyscy, ale bardzo duży procent. Posiadacie ego, które waży ze 150 kg. Jesteście Wy, Wasze instrumenty, potem długo nic i gdzieś tutaj jest miejsce dla nas. Ale jesteście też arcy-wrażliwi i szukacie swojego miejsca na świecie. Jak wszyscy. Umiejętność grania na instrumentach jest jednak wielkim darem – diamentem, który trzeba oszlifować i te wady to taki rodzaj spłaty długu. Czy nie jest to więc poświęcenie…? Muzyka ratuje wszechświat przed rozpadem.


– To jest misja? Praca w imię idei? Kumpelstwo?

– Zrodziło się z kumpelstwa. Potem była to pewna idea promowania zespołów na scenie rockowej. To bardzo trudne. Jest ogrom zespołów, ale jest też ogrom wydarzeń kulturalnych. Trudno jest namówić ludzi, że to właśnie na to wydarzenie powinni przyjść w wolną sobotę. Jak konkurować z koncertem Hey czy Kultu? No i teraz wiem, że nie powinno być to kumpelstwo, a jasno określona współpraca. Inaczej cała ta demokracja przeszkadza.


· · · Akrobacje · · ·

 

– Czy naprawdę w gąszczu dzisiejszej muzyki, a przy tym nowych gatunków, mnożących się wykonawców, można się połapać?

-Nie widzę powodów, by się nie połapać. Dzisiaj Internet jest intuicyjny i sam podrzuca Ci muzykę, korzystając z różnych algorytmów. Wystarczy, że odpalisz Spotify, a program sam szuka dla Ciebie nowych artystów. Jednak nadal najlepszym sposobem na odkrywanie muzyki jest marketing szeptany. Gatunki nie są aż takie istotne.


– Mocna piątka i przede wszystkim celujący z wykrzyknikiem – takie dźwięki cię kręcą, o takich brzmieniach mówisz. Ciekawa jestem, czy puszczasz sobie czasem z głośników zespół, powiedzmy, na trzy z plusem.

– Pewnie. Ostatnio zrobiłam coming out i przyznałam publicznie, że lubię Grzegorza Hyżego. Nie jest to jakaś ambitna muzyka, ale głos Grzegorza jest bardzo przyjemny. Liczę, że kiedyś posłucha mądrzejszych ludzi i nagra dobrą płytę, jak np. zrobił to Mrozu. Czasem wracam też do Britney Spears. Wychowałam się na jej piosenkach. Miałam jej plakat nad łóżkiem. W przypływie rockowego buntu go zniszczyłam, ale czasem do niej wracam. Kawałek Gimme More jest świetny!


– Czy twoje gusta muzyczne są jak Pokemony? Ewoluują z wiekiem?

– Zdecydowanie. Zaczynałam od Aguilery i Britney. Potem był punk rock i reggae, a teraz jest wszystko bez punka i disco polo. Ostatnio mam fazę na klasyków. Pink Floyd, David Bowie i wielka czwórka z Seattle. Wychowałam się wśród muzyków. Moi koledzy grali na gitarach. Ja miałam wtedy fazę na Dezertera. Z wiekiem wszystko nabrało większego sensu i kolorytu. Dave Matthews był takim gitarowym zapalnikiem. Dzisiaj każdy dźwięk z osobna jest jak krok do nieba. No i metal. Coraz bardziej podoba mi się metal. Był taki pokemon, który miał moc usypiania śpiewem. Czy on ewoluował? Jeśli tak, to chcę być właśnie tym różowym.


 · · · Prace na wysokościach · · ·

 

– SŁABE. Jak często pada z ust Derry Atari taka recenzja? No i od razu – słabe, czyli jakie?

– Słabe jest wtedy, gdy jest głupie. Maria Peszek jest słaba ze swoimi tekstami no i Happysad. To subiektywna opinia. Rzadko to pada z moich ust. Jeśli coś mi się nie podoba, to wyłączam i zapominam o tym na zawsze. Natomiast strasznie wkurza mnie Natalia Nykiel. Ta dziewczyna ma świetny głos, a robi przeciętne piosenki. Szkoda.

 


– Z muzyki poważnej nie będę cię maglować, ale chętnie się dowiem: czy w polskiej muzyce rozrywkowej dzieje się dobrze?

– Jeśli chodzi o radio, to trudno postawić jednoznaczną tezę. Producenci niszczą dobrych muzyków. Kuszą ich szybką kasą i sławą, przez co ich talenty przepadają. Jednak mamy dużo dobrych artystów. Brodka świetnie sobie radzi. Krzysiu Zalewski, Kortez, Lao Che, Fisz Emade, czy Dawid Podsiadło. To jest dla mnie muzyka rozrywkowa, która jest dobra.


– Ja w operze, ty na Woodstocku. Mamy do czynienia z muzyką na wyciągnięcie ręki. Co jest dla ciebie wartością dodaną, jeśli mówimy o uczestniczeniu w koncercie na żywo? Nie jest łatwiej i przyjemniej przerzucać playlisty w Spotify, leżąc na odpowiednio miękkiej kanapie, siorbiąc coś co chwilę z kubka w groszki?

– Płyta zawsze będzie brzmiała tak samo za pierwszym razem i za trzydziestym. Na koncertach jest więcej smaczków i interpretacje utworów się zmieniają. No i na żywo możesz sobie popatrzeć na przystojnych muzyków, a to jest argument nie do obalenia. Jest muzyka dobra na kanapę i muzyka dobra na koncerty. Łąki Łan nie brzmi tak dobrze na kanapie, jak na żywo, a Kortez do poduszki jest cudowny.


  

 · · · Derry z kapelusza · · ·

 

– Nie miewasz wrażenia, że lepiej odnalazłabyś się w innej epoce? Albo chociaż w czasach rozkwitu Floydów?

– Niby wizja Pink Floydów kusi, ale wyleczyłam się z syndromu zielonej trawy. Dziś mamy dostęp do każdej muzyki, bez względu na to, gdzie jesteśmy. Mogę słuchać Lao Che, a za moment Audioslave. Marek Piekarczyk prowadzi co niedziele świetne audycje. Moi rodzice musieli słuchać radia i czekać godzinami na swoje utwory. Mój tato rozkładał scenę na koncercie Tadeusza Nalepy. Gdy skończył pracę, schował się za siedzenia i czekał na jego występ. Niepełnoletni nie mieli wstępu na ten koncert, więc musiał kombinować. Nie chciałabym żyć w takich czasach. Wolę opcję ogólnodostępną. Chyba jestem milenialsem.


– Dostajesz zlecenie na prowadzenie „Wiadomości kulturalnych”. Jaki format wybierzesz – słuchowisko, cotygodniowy felieton czy program w TV?

– Ludzie średnio lubią czytać o muzyce. Wolą jej słuchać, a era MTV już minęła. Słuchowisko daje najwięcej możliwości. Wśród moich przyjaciół przyjęła się taka tradycja, że na imprezach ja dbam o muzykę. To jest jakiś rodzaj słuchowiska. Fajnie to wychodzi, bo oni są zawsze szczerze zainteresowani nowościami. To jest ten marketing szeptany, o którym wspomniałam wcześniej.


– Czy kultura jest sexy?

– Bardzo. Na kulturę możesz rwać do oporu. W sumie to kultura i inteligencja to najbardziej seksowne połączenie na świecie.


– Derry, ostatnie, bardzo ważne pytanie: jak słuchać, żeby słyszeć?

– To chyba dostaje się w genach. Nie mam pojęcia. Może trzeba zamknąć oczy?


Ankieta allegro con brio aż do samego finale

– Na koniec mam jeszcze kilka szybkich strzałów.

– Namiot czy hamak?
– Namiot. Lepiej śpi się we dwoje.

– Hollywood czy Bollywood?
– Hollywood. Bollywood jest zbyt orientalny.

– Dr House czy Dr. Oetker?
– Dr. Oetker. Dr House nie lubił ludzi.

– Prasowanie czy odkurzanie?
– Prasowanie. Odkurzanie jest najgorsze na świecie.

– Kot czy dwa koty?
– Kot i pies.

– Minimalizm czy artystyczny nieład?
– Minimalny nieład.

 

Jeśli tak, jak Derry, przepadacie za dobrą muzyką, książką i filmem, to możemy o tym wspólnie porozmawiać w prowadzonej przez nią grupie: „Na Ty z Kulturą”! 

Po więcej wywiadów z ciekawymi ludźmi odsyłam do kategorii: ROZMOWY.


Ciekawy wpis? Udostępnij go lub postaw mi kawę!